Kiedy optymizm szkodzi? I czy pozytywne myślenie to zawsze zdrowe myślenie?




15 sie , Anna Sosinowska
Tagi:


Fenomen optymistów

Dlaczego optymiści ogólnie lepiej radzą sobie z trudnościami i przeciwnościami losu? Skąd u nich ta wytrwałość, silna motywacja i niezachwiany szacunek do siebie, nawet w obliczu klęski czy sytuacji bez wyjścia? Tajemnica tkwi w ich zmiennym myśleniu, a dokładniej w zmiennym sposobie tłumaczenia sobie różnych zdarzeń. Otóż, gdy optymista odniesie sukces, jest całkowicie przekonany, że zawdzięcza go sobie, że jego niezmiennie dobre cechy osobowościowe i wszelkie predyspozycje mu ten sukces umożliwiły, a co więcej, na pewno będą dalej umożliwiać w przyszłości. Natomiast gdy przytrafi mu się coś niepożądanego, wysoce skłonny jest przypisywać winę za to otoczeniu, nie sobie. A więc, to pracodawca był niesprawiedliwy, egzamin nieadekwatnie trudny itd. Nie da się ukryć, takie myślenie musi poprawiać samopoczucie (nawet jeśli, delikatnie mówiąc, mija się z rzeczywistością). Stąd też, niczym nieurażony optymista poprawia niezdany egzamin, ponieważ wedle swojej „filozofii” wszystko można zmienić, trzeba się tylko trochę przyłożyć. Pesymista w tej samej sytuacji będzie raczej charakteryzował się myśleniem typu: „tak już jest, to się nie zmieni, egzamin będzie trudny, a tak w ogóle to rzutuje on na całą moją średnią itd.”. Pesymista myśli więc globalnie negatywnie, optymista pozytywnie, ale nie globalnie (ogólnie), tylko w zależności od sytuacji (zawsze jednak jakoś tak, na swoją korzyść).

 

Są badania które pokazują, że optymiści odwiedzają lekarzy dwa razy rzadziej (co zabawne, dwa razy rzadziej zapadają też na choroby zakaźne!), czyżby więc skłonni byli sądzić, że ich właśnie choroba ominie?

 

Nierealistyczny optymizm

 

Zagrożeniem dla optymistów jest więc tendencja do lekceważenia pewnych spraw czy zadań, szczególnie tych ocenianych jako łatwe. Odwołajmy się ponownie do sytuacji egzaminu na studiach, powiedzmy o średnim poziomie trudności. Pesymista spodziewa się oczywiście samych podchwytliwych pytań, więc na wszelki wypadek uczy się nawet przypisów, optymista na to: „że jakoś to przecież będzie, dam radę” i idzie spać. To już skrajna postawa i nazywa się ona „nierealistycznym optymizmem”. Lecz pomimo swej nazwy, nie jest wcale tak nierealistyczna i rzadko spotykana. Co więcej według badań większość z nas jest takimi nierealistycznymi optymistami, tyle, że w różnych sytuacjach życiowych, niekoniecznie generalnie w życiu.

 

Nierealistyczny optymizm, a myślenie życzeniowe

 

Nierealistyczny optymizm objawia się m.in. w postrzeganiu siebie jako mniej ( niż inni ludzie) narażonych na różne negatywne wydarzenia w życiu, np. rozwód, alkoholizm czy udział w katastrofie. Odpowiedz więc sobie szczerze, ileż to razy przed wylotem na wakacje mówiłeś  w duchu: Oczywiście katastrofy samolotowe się zdarzają, ale żeby akurat na mnie trafiło? Mnie to na pewno nie spotka. Wątpię. Przecież jadę wypocząć, po trudach pracy itd.. A jaką mamy obiektywną podstawę, żeby tak sądzić? Czymże jest takie myślenie, jak nie jedynie myśleniem życzeniowym.

Trywializując więc trochę zagadnienie latania samolotem, wygląda na to, że dzielimy się na tych którzy ogólnie boją się latać i na nierealistycznych optymistów, którzy twierdzą, że nie spadną. Jest jeszcze oczywiście grupa tzw. „kaczek”, czyli Ci po których to spływa, i pozornie nie martwią się lotem.

 

Pesymizm jak i optymizm ma wiele twarzy. Oto niektóre z nich.

 

Strategiczny pesymista

On biorąc pod uwagę wysokie prawdopodobieństwo niepowodzenia, mobilizuje się do działania o wiele bardziej.  Działa według zasady: „może mi się nie powieść, muszę więc włożyć więcej pracy, aby się udało”. Czyż nie brzmi to racjonalniej? Odwołuje się on do faktów, do rzeczywistości. Nie dręczy się scenami filmowymi z katastrof samolotowych, jak to robi krańcowy pesymista. Nie wsiada do podejrzanego samolotu nieznanych afrykańskich linii lotniczych w nadziei, że podwozie jakoś się wysunie, tak jakby zrobił nierealistyczny optymista. Sprawdzić może natomiast statystyki katastrof, przekonując się, że samolot to jednak najbezpieczniejszy środek transportu.Taki pesymista wychodzi częściej o wiele lepiej na swoim pesymizmie, niż optymista na swoim myśleniu życzeniowym.

Bo pułapka pozytywnego myślenia polega właśnie na tym, że ono wcale nie musi być oparte na faktach, ani obiektywnie prawdopodobne!

Bo czy naprawdę powtarzane jak mantra słowa „myśl pozytywnie, jakoś się to wszystko ułoży, bądź optymistą!” sprawią, że sytuacja się polepszy? Czy to wystarczy?

Pozytywne myślenie to coś znacznie więcej niż powtarzane w kółko: „na pewno się uda”. Tutaj chodzi raczej o rozważenie jak to zrobić.Pomocna przy tym może okazać się  wiara w siebie, motywacja, wytrwałość, poczucie, że świat ogólnie jest dobry i mi sprzyja, że mogę dużo, ale jednak nie wszystko ode mnie zależy. Nad taką postawą i myśleniem można oczywiście pracować w terapii własnej, czy to stacjonarnie z psychologiem, czy za pomocą psychoterapii online. Zarówno porady psychologiczne online jak i samorozwój przy pomocy psychologicznej będą skuteczne, ponieważ nie trzeba tu raczej głębokiej i długotrwałej psychoterapii.

 

A więc co lepsze: pesymizm czy optymizm?

 

Jest też trzecie wyjście: REALIZM! Bo odwołując się do znanego wszystkim powiedzenia, że „optymista uważa, że szklanka jest do połowy pełna, a pesymista – do połowy pusta. Realista wie, że tak czy inaczej w końcu będzie musiał ją umyć”.

                                                       

Bibliografia:

Anolii L.,Optymizm..skąd go brać i jak nie stracić, Księgarnia Świętego Wojciecha, 2008

Seligman M.E.P., Optymizmu można się nauczyć, Jak zmienić swoje myślenie i swoje życie, Media Rodzina, 2002        

 

 



Autor
Anna Sosinowska
Zobacz profil

KONSULT.EXPERT
TWÓJ OSOBISTY
SPECJALISTA ONLINE

najnowsze artykuły